Hotel Filerimos Village

24 czerwca 2017
[Głosów:1    Średnia:5/5]











Moja wizyta w hotelu Filerimos Village miała miejsce w październiku 2009, poniższą recenzję piszę dwa dni po powrocie z wyspy Rodos. Przed dokonaniem rezerwacji pobytu w tym hotelu poszukiwałem opinii o nim w wyszukiwarkach jednak nie mogłem znaleźć żadnych konkretnych informacji, opinii było bardzo mało. Jak się jednak okazało hotel w wielu serwisach występował pod dwoma nazwami – Filerimos i Filerimos Village. Po wpisywaniu tej drugiej komentarzy można było znaleźć niewiele, ale po wskazaniu pierwszej można było się załamać – tak fatalnych opinii jeszcze nie widziałem, ale zobaczyłem je dopiero po powrocie z hotelu, powiedzieli mi on nich inni turyści. Filerimos znajduje się pomiędzy dwiema miejscowościami. Idąc w lewo dotrzecie do małego miasteczka Kremasti z charakterystycznym białym kościołem, biblioteką i niewielkim centrum z żywnością i podstawowymi dobrami. Idąc w prawo dotrzecie do znacznie większej miejscowości o nazwie Ialysos. Tam już skorzystać możecie z całego mnóstwa sklepików oraz typowych atrakcji turystycznych. Droga w lewo to około 20 minut, a w prawo 15 minut. Uważajcie – chodniki są bardzo wąskie, a ludzie jeżdżą jak szaleni. Idąc w prawo po 10 minutach dotrzecie do supermarketu – Carrrefour z bardzo atrakcyjnymi cenami. To tyle na początek o wyjściach z Filerimosa, przejdźmy zatem dalej do bardziej istotnych informacji.

Wejście do hotelu wygląda bardzo ładnie. Jest pięknie porośnięte kwiatami, z prawej strony mijacie głęboki basen (3.05m) oraz główną restaurację, która składa się z części odkrytej jak i zadaszonej. Idąc prosto docieracie do recepcji. Tutaj również wszystko wygląda elegancko. Wita was pani, która przydziela odpowiedni pokój, daje klucze, pilot od klimatyzacji oraz opaski świadczące o byciu gościem hotelu i posiadaniu pakietu All inclusive. Zakwaterowani możecie być w dwóch miejscach – albo w budynku głównym albo w jednym z kilku bungalowów. Co jest lepsze? Nie ma lepszego. Bungalowy są jednopiętrowe, budynek główny jest wyższy i wyposażony w windę. To właśnie z budynku głównego pochodzi katalogowe zdjęcie pokoju z hotelu Filerimos, które zapewne każdy z was miał okazje zobaczyć w biurze podróży bądź na stronach internetowych. Od razu powiem Wam, że takich pokojów tam nie ma. Widok na morze mogą mieć maksimum trzy pokoje, ale nawet jeśli to nie jest on taki jak w katalogu. Poza tym otoczka pokoju, wygląd pościeli, ściany, meble, kolorystyka, obraz na ścianie to niesamowita fantazja przedstawicieli hotelu lub biura podróży. Cóż – tym sposobem udaje im się „schwytać” w swe sidła mnóstwo turystów. Zdajcie sobie sprawę ze faktu iż w hotelu tym w sezonie przebywa nawet 600 turystów? Wróćmy jednak do kwestii pokojów. Cóż… były to najsłabsze pokoje hotelowe w jakich miałem okazję przebywać.  Katalogowy opis „ładne i przytulne pokoje” jest nie na miejscu. Fakt są bardzo duże, ale meble jakie się w nich znajdują stoją tutaj od 1977 roku czyli roku powstania hotelu i nikt mi nie wmówi, że są nowe. Widać, że były odmalowywane. Pokoje mogą być nawet czteroosobowe. W standardowym pokoju znajdują się dwa oddzielne łóżka, mały telewizor, lustro, aneks kuchenny oraz łazienka. W łazience WC, wanna połączona z prysznicem oraz umywalka. Łazienka to zdecydowanie najlepiej wyposażona część pokoju. Kobiety mogą skorzystać z suszarki. Dramatyczny jest aneks kuchenny. Składa się ze zlewozmywaka, lodówki oraz kuchenki. Wszystko strasznie stare – kiedy lodówka się uruchamia to potrafi wybudzić ze snu nawet najbardziej zatwardziałych zawodników. Według katalogowego opisu w pokoju powinno się znajdować radio, a go nie ma. Nie ma również czajnika elektrycznego. W naszym pokoju klimatyzator nie działał, ale nie zgłaszaliśmy tego, gdyż  byliśmy po sezonie kiedy nie było już tak ogromnych upałów. Ciekawą atrakcję stanowi sufit pokoju, a przynajmniej pokoju, którym miałem okazję mieszkać. Otóż dokładnie można policzyć ile desek znajduje się w suficie – przyjrzyjcie się jednemu ze zdjęć, a to zobaczycie 😉 O pokoju napisałem wiele złego, ale tak naprawdę warunki w nim nie stanowiły dla mnie problemu, nigdy nie przywiązuję do tego większej uwagi. W pokoju jest TV z dostępem do dwóch polskich kanałów – TVBiznes oraz Viva Polska. Zasilanie pokoju działa wyłącznie kiedy blaszka od kluczy włożona jest w odpowiednie miejsce.. Blaszkę można zastąpić dwoma nożami do smarowania, każdy z was będzie mieć w aneksach kuchennych. Cóż… jakoś człowiek musi naładować baterie do aparatu. Dodatkowy nocleg w hotelu kosztuje 35 Euro.

Opuśćmy już pokój i zajmijmy się atrakcyjniejszymi elementami. Hotel Filermos Village otoczony jest pięknym ogrodem. Wszędzie bujna roślinność, kwiaty. Jest sympatycznie i bardzo zielono. Wszystko to jest codziennie podlewane przez system nawadniający. W sumie na terenie hotelu znajdują się trzy basenu. Pierwszy z nich przy wejściu do hotelu – czas spędza tam bardzo mało osób. Basen przeznaczony jest zarówno dla młodych jak  i dorosłych gdyż minimalna głębokość to ledwie jeden metr, a maksymalna trzy metry. Zróżnicowana głębokość to duży plus wszystkich basenów przynależących do hotelu. Dwa baseny położone są pomiędzy bungalowami. Jeden z formie koła – po środku znajduje się bar, który funkcjonuje jednak wyłącznie w sezonie, a drugi to dosyć płytki prostokąt. Po za tym do dyspozycji jest również brodzik dla dzieci. Baseny czyste, kąpiel w nich to przyjemność. Są codziennie czyszczone. Przy basenach znajdują się leżaki, widnieje już również kartka w języku polskim mówiąca, że zakazuje się rezerwowania leżaków ręcznikami. Oczywiście Polacy mają to…. Będąc przy kwestii leżaków… W czasie naszego pobytu, turystów było około 150, aż strach pomyśleć jakie wojny o leżaki muszą tutaj panować w sezonie, kiedy turystów jest cztery razy więcej. Nie polecam wyjazdu w to miejsce w sezonie. Przy basenach znajduje się duży snack bar, w którym podawane jest jedzenie oraz napoje i alkohole. Jedzenie jest zarówno ciepłe jak i zimne. Polecam szczególnie zapiekany szpinak. Alkohole lokalne – m.in. wódka, ouzo, metaxa, rum, gin. Alkohole są otwierane przy naszej obecności, nie są rozcieńczane. Gorzej z napojami, bardzo często jednego dnia smak jest normalny, a następnego jest tak rozcieńczony, że trudno to opisać. Alkohole szybko się kończą, na każdy bar jest określony dzienny przydział, zatem lepiej pijcie wcześniej niż później. Za barem stoi bardzo nie przyjemny Grek, który zachowuje się jakby pracował tam za karę. Drugą osobą w barze jest Pani Bogusia, Polska mieszkająca od dawna na Rodos. Ona jest w porządku – pomocna i cierpliwa, można się od niej wiele dowiedzieć. Nie jest powiedziane jednak czy w kolejnym roku jeszcze będzie tam pracowała. W snack barze można kupić różne inne posiłki, ale są one dodatkowo płatne. Za dodatkową opłatą skorzystać można również z drinków. Napoje i alkohole podawane są oczywiście w kubkach jednorazowych, które jednak nie są w praktyce jednorazowe. Jeśli nie chcecie pić napoju z tego samego kubeczka, który wyrzuciliście do kosza to koniecznie go zgniećcie. Wykorzystywanie tych samych kubkach powtarza się nagminnie w każdym hotelu. Drugi bar znajduje się na dole budynku głównego. Wkoło spocząć można przy stolikach. Sala jest bardzo duża, Za barem stoi bardzo fajny Grek, jest miły i sympatyczny. Przy barze można pić alkohol i napoje jak również zamówić pizze za 3,5 Euro, ale kompletnie jej nie polecam. Na tej dużej sali znajduje się również duży telewizor, 3 stoły do bilarda (1,5 Euro za partię) oraz automaty do gier. Tutaj wieczorami przebywa zdecydowana większość turystów, szczególnie polskich.


Naprzeciwko recepcji znajduje się kącik internetowy. W nim skorzystać możecie z najdroższego Internetu w swoim życiu. 30 minut to koszt 4,5 Euro. Dużo przyjemniej jest posiadając laptopa – 4 Euro za godzinę. Ale… ten Internet to prawdziwa masakra. Ciągle rozłącza, trudno o pięć minut bez jakieś awarii. Korzystajcie jeśli musicie. Jest jeszcze inne rozwiązanie – jeśli zabieracie ze sobą laptopa to udajcie się w stronę miast, większość restauracji gwarantuje darmowy dostęp do netu, a za te 4 Euro kupicie coś dobrego do zjedzenia. Koło kafejki internetowej znajduje się tablica, na której wywieszane jest dzisiejsze menu. Ceny posiłków to 5(śniadanie), 10(lunch) i 12(kolacja) Euro, ale dotyczy to wyłącznie tych, którzy nie mają wykupionego pakietu all.

Nie poruszona została jeszcze kwestia narodowości gości hotelowych. Jakieś 70% osób to Polacy, którzy „wstawiani” są przez biuro podróży Triada. Ponadto do hotelu przybywają Niemcy (jakieś 20%) oraz Holendrzy. Jak łatwo się zatem domyśleć jest to typowy polski hotel.
Filerimos Village to doskonałe miejsce wypadowe do zwiedzania miasta Rodos. Wychodzicie z hotelu, idziecie 100 metrów w prawo i stajecie na przystanku (wcześniej zabierzcie darmową mapę jakie leżą koło recepcji). Wsiadacie w autobus ( 2 Euro) i wysiadacie na ostatnim przystanku. Znajdziecie się wtedy w porcie, przy starym mieście, czyli wszystkich najważniejszych atrakcjach miasta Rodos. Aby wrócić do domu udajcie się na ten sam przystanek na którym wysiadaliście. Tutaj powiedzcie Panu, który siedzi w budce,  że chcecie do Hotelu Filerimos Village, on wam wskaże odpowiedni autobus. Kierowca podczas drogi powie również kiedy musicie wysiąść(odczytuje nazwy mijanych hoteli).
Rozrywka. Jako, że mój pobyt miał miejscu w ostatnim organizowanym terminie to zbyt wiele się nie działa, ale nie powiem, żeby nie było ciekawie. Oto jak wygląda program animacyjny:
•    10.30 – piłka siatkowa
•    11.00 – dart
•    11.30 – gimnastyka w wodzie
•    12.00 – gra dnia
•    15.00 – piłka wodna
•    15.30 – ping-pong
•    16.00 – dart
•    17.00 – piłka nożna/gimnastyka//gry w wodzie
•    21.00   – mini disco
•    22.00 – show

Animacje organizowane są przez dwóch animatorów z Rumunii – Ediego i Miekiego. Są świetni, zaangażowani, żartobliwi. Miki umie dużo mówić po Polsku, pewnie przez ciągłe obcowanie z Polakami. Szczególnie fajna zabawa towarzyszy dartowi. „Now Miki, master of the dart” 😉 Kto był to z pewnością słyszał to wiele razy. Ten skład animatorów pracuje poza sezonem, natomiast w sezonie była jeszcze Niemka, prawdopodobnie Grek oraz Polka – Magda, jednak udzielali się wyłącznie jeden raz podczas animacji. Każdego wieczora prowadzone jest mini disco (w głównym budynku) oraz animacje – w amfiteatrze lub budynku głównym w zależności od tematu dni. I tak tematem animacji może być quiz, bingo, wieczór taneczny, wieczór filmowy (to porażka – barman rywalizuje z telewizorem kto będzie głośniej, jego wieża czy TV), kabaret, pokazy taneczne. Ogólnie animacje są spoko, a animatorzy bardzo się w nie angażują. Poniżej krótki filmik nakręcony podczas jednego dnia animacji.

Na terenie hotelu znajduje się kilka boisk. Na płytkim basenie stworzono bosiko do piłki wodnej. Po prawej stronie hotelu znajduje się kort tenisowy(cementowa nawierzchnia), boisko do piłki nożnej(trawa), boisko do siatkówki (piasek) oraz do koszykówki(beton).


Teren hotelu zamieszkiwany jest przez całe mnóstwo kotów. W zasadzie żyją one dzięki dokarmianiu przez kucharzy i turystów. Wiele z tych kotków jest upośledzonych, dlatego zlitujcie się i dajcie im coś do zjedzenia. One sobie tylko biegają i nikomu nie przeszkadzają.
Przejdźmy zatem do jednego z najważniejszych aspektów hotelu, czyli jedzenia. Oto posiłki:
•    07.00-9.20 – śniadanie
•    12.30.14.30 – lunch
•    18.30-21.00 – kolacja
•    10.00-17.00 – przekąski w snack barze
•    18.00-23.00- przekąski przy barze w budynku głównym
•    07.00-23.00 – napoje alkoholowe i bezalkoholowe w wybranych barach

Cóż do określenia posiłków w Filermos Village najbardziej nadają się lubiane przez Mikiego słowa – masakra i katastrofa. Po raz pierwszym znalazłem się w hotelu, w którym trudno było znaleźć coś smacznego, ale zacznijmy od początku… Śniadania. W zasadzie pierwszy posiłek jest najlepszy. Do wyboru – parówki, jajka na twardo, czasami jajka sadzone, 3 rodzaje wędlin, żółty ser i w zasadzie tyle… Porada – jedzcie codziennie inną rzecz, a śniadanie przetrwacie. Przed kolejnymi posiłkami kilka uwag. Czasami poszukiwania czystego talerza wymagają przełożenia ich kilkunastu, podobnie w przypadku poszukiwań czystych szklanek i Kubów. Jedynie sztućce były zawsze czyste. Nie mam pojęcia jak te naczynia są myte, ale coś tu jest nie tak. Przejdźmy do lunchu. Tu jest kiepsko. Jeśli chcecie zjeść coś smacznego to polecam ryby we wszelakiej postaci, zawsze były smaczne. Większość mięs w sosach również była znośna. Co drugi dzień w menu pojawia się coś w rodzaju leczo, jest to bardzo smaczne, ale zwróćcie uwagę na to, że jest przyrządzane z parówek, których nie zdołaliście zjeść na śniadanie(czy to coś złego bo sam nie wiem?). Na lunchu pojawiają się zazwyczaj frytki. Niestety bardzo często pochodzą z dnia poprzedniego – są spalone. Frytki, które wyglądały i smakowały jak frytki dostaliśmy raptem jeden raz. A co na kolacje? Hmmm… podejrzewam, że wtedy już sami rozpoznacie co jest zjadliwe, a co nie. Polecam poprawianie smaku potraw z wykorzystaniem cycków. Bardzo dobra jest również feta, która zawsze podawana jest do kolacji. Na koniec jeszcze jednak ciekawostka związana z prowadzeniem polityki totalnej oszczędności w Filerimos. Wiecie co się robi z brudną serwetką ze stolika? Oczywiście przekłada się ją na drugą stronę i służy dalej ;-). Zawsze w ramach posiłku przyznawane jest również ciasto. Wszystkie są smaczne, tak więc polecam. Na stołówce stoi zawsze Pan, który pilnuje czy aby na pewno przysługuje wam wyżywienie w hotelu, spisuje numery waszych pokojów. Posiłki były moim największym rozczarowaniem związanym z tym hotelem. Będąc 4 lata temu w miejscowości Paralia zaskoczyła mnie grecka kuchnia. A tutaj nie posmakowałem ani gyrosu, ani musaki, ani jakiegokolwiek innego przysmaku. W zasadzie dobry posiłek zjedliśmy dopiero ostatniego wieczoru w …. knajpie. Największym minusem jedzenia są owoce i warzywa, a raczej ich brak. W kraju melonów, truskawek, gruszek dawano nam na zmienę każdego dnia jabłka i pomarańcze. Ani raz na stołach nie pojawiły się świeże pomidory, występowały wyłącznie w formie zapiekanej i były nie smaczne.


Hotel Filermis Village położony jest jakieś 600 metrów od plaży. Przechodzi się przez dosyć ruchliwą ulicę, a następnie cały czas prosto. Droga trwa jakieś 5 do 8 minut. Niestety jedyną bezpłatną formą dotarcia na plaże jest spacerek, ale nie stanowi to problemu. Hotel posiada własną zagospodarowaną plażę, którą dzieli jednak z drugim hotelem. Plaża nie jest żwirowo-kamienista tylko kamienista, ale można przeżyć nawet bez odpowiedniego obuwia. Kamienie są okrągłe, a po wypłynięciu jakieś 10 metrów od plaży kamieni już nie ma. Leżaki i parasole na plaży są dodatkowo płatne – 3Euro od osoby. Pamiętajcie o zachowywaniu rachunków, aby nie skasowano was dwukrotnie, kiedy wrócicie na plaże po obiedzie. Woda jest bardzo ciepła i bardzo słona. Mimo, że po plaży da się chodzić bez butów to sugeruję jednak ich zabranie.

Moja ocena hotelu

Animacje – 4/5

Pokój – 2/5

Jedzenie – 2/5

Położenie – 3/5

Atrakcje dla dzieci – 3/5

Atrakcje dla dorosłych – 4/5

Zobacz Również

Komentarze