Agadir, Hotel Anezi

14 stycznia 2017
[Głosów:1    Średnia:5/5]

To mój drugi wyjazd z biurem podróży Wezyr. Pierwszy z nich wspominam dosyć dobrze, a miało to miejsce dokładnie rok temu – Side i hotel Club Serena Beach. Tym razem wybór padł na Maroko oraz miejscowość Agadir, najbardziej popularny kurort w tym kraju. Długo zastanawialiśmy się nad wyborem odpowiedniego hotelu, gdyż całokształt cen prezentował się niezbyt korzystnie, a wysokiej klasy hotele były bardzo drogie. Ostatecznie trafiliśmy na hotel Anezi, które w ofercie last minute biura Wezyr pojawił się w śmiesznej cenie 999 złotych! No to ruszamy z podróży…
Wezyr od Maroka lata tylko i wyłącznie z Warszawy, tak więc musieliśmy dotrzeć na Okęcie. Moim tegorocznym odkryciem są bardzo tanie miejsca na parkingach pod Okęciem. Za tydzień korzystania z parkingu, łącznie z transportem na lotnisko i z niego, zapłaciliśmy 56 złotych, tak więc transakcja bardzo opłacalna. Wylot miał mieć miejsce o godzinie 16.30, tak więc standardowo odprawa dwie godziny wcześniej. Nasz niepokój wzbudziła liczba turystów, którzy pojawili się przy stanowisku Wezyra – można ich było policzyć na palcach jednej ręki. Uwaga: jeśli waga waszego bagażu przekroczy maksimum (20 kb), o te 2 czy 3 kg to nie będzie z tym większych problemów, chociaż w drodze powrotnej tak łatwo już nie jest….   Samolot na lotnisku był przygotowany idealnie na czas. Linie lotnicze Royal Air Maroco przywitały nas bardzo miło. Miałem wrażenie, że miejsca w samolocie jest troszeczkę więcej niż standardowo. Lot był bardzo trudny, głównie ze względu na międzylądowanie w Casablance i wyczekiwanie przez ponad 2 godziny na ponowny lot do Agadir. Niestety, ale było to połączenie rejsowe i spotkały nas takie nieprzyjemności. Normalnie podróż trwałaby około 4,5 godziny, a tak trwała prawie 7. Spostrzeżenie: już nigdy nie będę mieć skrupułów podczas zabierania bagażu podręcznego. Marokańscy pasażerowie bagaże podręczne mieli większe niż my bagaże główne!
Podczas lotu otrzymuje się wyżywienie i jest tego wystarczająco by przetrwać cały lot. Jeśli chodzi o potrawy ciepłe to z ich smakiem jest przeciętnie, ale można się nimi „zapchać”. Do wyboru wszystkie najbardziej popularne napoje łącznie z kawą oraz herbatą. Obsługa w samolocie bardzo miła, ale nie liczcie na porozumienie się w języku polskim. Duża część komunikatów podawana jest jedynie w języku arabskim (marokańskim?). Po 7 godzinach lotu znaleźliśmy się na lotnisku. Tutaj wielki podziw dla marokańskich bagażowych! Bagaży były już na taśmach zanim sprawdzono nam nasze dokumenty! To miła odmiana po godzinie spędzonej w oczekiwaniu na lotnisku w Pyrzowicach. Na lotnisku czekał na nas przedstawiciel Wezyra w Maroku – Abrachim (albo Ibrachim, na potrzeby tekstu wykorzystam Abrachim). Pokierował nas do autokaru, ale oczywiście zgarnął nas bagażowy. Był to człowiek pozbawiony całkowicie kultury – wyciągnął rękę, dostał Euro i okazał swoje niezadowolenie. To było żenujące. W autokarze otrzymaliśmy kartkę z informacjami o hotelu oraz Maroku. Uwaga do Wezyra. Przygotowanie poprawną polszczyzną kartki, którą otrzymaliśmy trwa jakieś dwie minuty – tak więc poświęćcie proszę ten czas. Odpowiedź na pytanie: „warto zobaczyć?”, brzmi: „oczywiscie ze warto, kazdy kraj warto zwiedzic z racji ze kazdy z nich ma swój czas. w maroku proponuje zobaczyc wszystkie; tak wszystkie”. Oczywiście coś takiego nie rzutuje na ocenę poziomu wyjazdu, ale wydaje mi się, że warto dopilnować takich szczegółów. Do hotelu dotarliśmy po godzinie 22 czasu miejscowego (-1 godzina w stosunku do Polski).
Hotel Anezi – trudno jest mi oceniać opis katalogowy, bo katalogu Wezyra nie miałem w ręku. Jeśli chodzi o opis internetowy to nie wszystko się zgadza. W opisie jest mowa o mini- barze. Być może jest dostępny, ale nikt nam go nie zaoferował.  Odległość od plaży –  jak to jest 150 metrów to… 😉 Nawet w linii prostej jest o wiele więcej, a droga wiedzie przez kilkadziesiąt schodów. Z tego co zastaliśmy w hoteli jesteśmy zadowoleni, szczególnie jeśli chodzi o samą cenę wyjazdu. Hotel Anezi został dokładnie opisy tutaj.
Pierwszego dnia po przyjeździe mieliśmy spotkanie organizacyjne. Na nim w bogatym składzie turystów (całe 4 osoby) spotkaliśmy się pod recepcją hotelu Anezi. Tutaj przywitała nas nasza rezydentka – Kasia. Już w tym momencie widać było, że Wezyr nie przygotował się odpowiednio do organizowania wypoczynku w Maroku. W zeszłym roku, rezydenci w Turcji byli maszynkami sprzedażowymi. Operowali sloganami, którymi udawało im się sprzedać wycieczki fakultatywne i widać było, że otrzymują za to prowizję. Tutaj tak nie było. Rezydentka nie jest osobą przebojową, duszą towarzystwa etc. Trochę się gubi we wszystkim co robi, ale nie mogę jej nic zarzucić, bo w zasadzie wszystko co miała nam załatwiać, jak najbardziej załatwiła. Pani Kasiu – do listy przekazywanych informacji proszę dopisać jak najwięcej danych o Maroku i życiu w nim. Gdzie kupować, co kupować, jakie są regionalne potrawy, czego unikać etc. Bardzo tego brakuje w takim spotkaniu.
Wycieczki fakultatywne. Wybraliśmy tylko jedną, mianowicie Marrakesz. Słyszeliśmy już od turystów, że jak to tak można wyjechać do Maroka i nie zobaczyć Marrakeszu? Więc zarezerwowaliśmy. Cena 60 Euro. Prosiliśmy Panią Kasię, by wysłano z nami ją, a nie Abrachima, ale niestety nic to nie dało. Wyjazd bodaj o 6 rano, autokar się spóźnił o kilkanaście minut. Po dwóch godzinach przerwa w knajpce i po kolejnych dwóch dotarliśmy na miejsce. Już teraz napisze nieco o Abrachimie. Człowiek bardzo miły, uprzejmy i pomocny, ale… nie potrafi mówić po polsku i minie jeszcze wiele czasu nim się tego nauczy w odpowiednim stopniu. Wydaje mi się, że biuro Wezyr zbyt szybko rzuciło go na głęboką wodę. Owszem niech wita turystów na lotnisku, niech jeździe na odprawy, ale na pilota wycieczki fakultatywnej się jeszcze nie nadaje. Mówił bardzo dużo, tylko że zrozumienie przekazu było strasznie trudne i większość turystów po prostu dała sobie z tym spokój. Skoro płacimy te 250 złotych za wycieczkę to powinniśmy otrzymać chociaż przewodnika mówiącego normalnie w języku polskim. Wróćmy jednak do programu wycieczki. Wszystko rozpoczęło się od zobaczenia meczetu, do którego nie wolno wchodzić. Atrakcja polega mniej więcej na tym, że stajecie na 5 minut przy drodze, robicie zdjęcia i jedziecie dalej. Meczet bez rewelacji, przynajmniej od zewnątrz. Kolejnym waszym celem jest wielki targ, który ponoć jest największym targiem w Afryce. Program? Idziecie, idziecie, idziecie aż ostatecznie trafiacie do apteki, w której… będziecie kupować produkty. Chyba wycieczki bez naciągających pokazów już nie istnieją. Podczas pokazu będziecie mogli kupić leki jak również przyprawy… Oczywiście to wszystko kupić możecie w swoim kurorcie Agadir, w sklepach z wystawionymi cenami, o połowę taniej. To zaskakujące, że tak doświadczeni turyści wciąż dają się nabierać na takie akcje sprzedażowe. Każdy kto tam był, miał przecież za sobą xx wyjazdów. Ale mniejsza z tym…. Dalszy program to… pójście do jednego konkretnego sklepu, w którym turyści mają kupować… Dalej? Idziemy, idziemy, idziemy… dochodzimy na obiad. Jakość obiadu przeciętna, bardzo drogie napoje do posiłków, ale to całkowita norma. Po obiedzie 30 minut czasu wolnego na zakupu targowe. Uważajcie! Mnóstwo złodziei, żebraków i ogólnie jest niebezpiecznie. W Marrakeszu, a szczególnie na tym placu nie ma czegoś takiego jak zasady ruchu drogowego. Kolejnym etapem wycieczki było przejście pod kolejny meczet na dosłownie minutę i … wracamy do domu. W tym momencie Abrachim zadzwonił po kierowcę i czekaliśmy ponad 20 minut w pełnym słońcu na autokar. Abrachim – ten autokar powinien czekać na turystów przygotowany zaraz po ostatniej atrakcji! W tym momencie temperatura w Marrakeszu przekraczała 40 stopni… W takim razie wracamy do domu. W drodze powrotnej otrzymaliśmy ankiety – nie pozostawiłem suchej nitki na wycieczce. Mam już na koncie kilkadziesiąt zaliczonych wycieczek fakultatywnych i ta była zdecydowanie najgorsza. Nie jeździe w ramach wycieczek fakultatywnych do Marrakeszu! Zapomniałem jeszcze o przewodniku, który do nas dołączył… Był to Marokańczyk, który … po prostu był. Pokazywał, gdzie iść. Nie przekazał w zasadzie żadnych informacji… Wycieczka fatalna.
Po wycieczce został nam tylko jeden dzień na wypoczynek. Zbiórka przed wylotem miała miejsce około 5.30. Transport przebiegł sprawnie, chociaż ponoć jedni turyści zniknęli. Uwaga: za każdym kilogram nad bagażu płaci się 11 Euro, tak więc uważajcie by nie przesadzić. Uwaga kolejna: w Agadirze na pokład samolotu możesz zabrać każdą żywność, napoje i wiele innych. Nikt tego nie sprawdza, a myślałem już, że to są światowe standardy. Nawet laptopa z torby nie trzeba wyjmować…
Końcowa ocena. Do organizacji nie można się przyczepić, bo wszystko było załatwiane sprawnie. Z rezydentką kontakt dobry, a opis hotelu nie był przykolorowany. Ogromnym minusem jest wycieczka do Marrakeszu, ale o tym sam mogłem wcześniej poczytać. Wezyr podobnie jak w zeszłym roku otrzymuje ocenę 4/5

Zobacz Również

Komentarze